ŚWIAT, KTÓRY NICZEGO NIE MARNUJE czyli globalny detoks

Jesteś jedną z 9 miliardów osób, która ma realny wpływ na dzieje świata.

Czy potraficie sobie wyobrazić świat, który niczego nie marnuje? Ja – owszem. Może to wizja utopijna, czyli „zbyt idealna, by mogła się wydarzyć”, ale to nie powstrzymuje mnie ani wielu ludzi na całym świecie, by żyć wolniej, zdrowiej i z nieskończoną dozą szacunku dla życia, którym jesteśmy my i to, co nas otacza. Wierzę, że jako gatunek homo sapiens jesteśmy tu po to, by chronić dary, jakie rodzi Matka Ziemia: ludzi, zwierzęta, rośliny, grzyby, żywioły, a nawet materię nieożywioną.

fot. Julia Mafalda TOXINS

Zdaję sobie sprawę z tego, jak sceptycznie do „ratowania świata” podchodzi część populacji, głosząc, że Ziemia i tak zostanie zniszczona, że tego pędzącego pociągu nie da się zatrzymać, że mentalności ludzi nie da się zmienić, że natura i tak sobie poradzi lepiej niż my… Jednak żaden z wymienionych tu argumentów nie powinien być powodem do popierania apokaliptycznej wersji przyszłości, prowadzącej do utraty motywacji, by „dbać o zdrowie i środowisko”. Człowiek powtarza opinie i przekonania innych od zarania dziejów, co wynika z jego stadnej natury. Rzadkością są te osoby, które swoje stanowisko budują latami, pod wpływem własnych dociekań, modyfikując je czasem, rzecz jasna, a już na pewno nie upierając się, że mają „rację absolutną” (cokolwiek ta racja znaczy).

Prawda jest raczej jedna, a punktów widzenia wiele. Jednak niezależnie od tego, jakie informacje i światopoglądy docierają do naszego Umysłu – wybór naszej wolnej woli powinien uwzględniać wewnętrzny głos Serca, który organicznie podpowiada nam, co jest „dobre”, a co „złe.

fot. Julia Mafalda

Toksyczna codzienność

Dzisiaj mierzymy się z wieloma chorobami cywilizacyjnymi, a jedną z nich jest toksemia, czyli zatrucie organizmów żywych i środowiska toksynami. Wywołał ją XX i XXI wiek: syntetyczne jedzenie, leki, kosmetyki, perfumy, tkaniny, materiały do renowacji i ozdabiania, tworzywa sztuczne i lawina innych toksycznych produktów i usług. Właściwie wszystko, z czym się dzisiaj spotykamy, zawiera toksyny. Jak się przed tym chronić?

Bardzo prostym sposobem na pozbycie się trującej chemii, chociażby z gospodarstwa domowego, są certyfikowane terapeutyczne olejki eteryczne. Współczesna nauka nie zna silniejszych substancji odtruwających. Możecie je stosować zarówno w kosmetykach, jak i w detergentach, w kuchni i przy wszelkich dolegliwościach zdrowotnych. Trzeba jedynie wiedzieć, po które olejki sięgać i jak ich używać – więcej na ten temat TU (KLIK).

fot. Julia Mafalda TOXINS

Jak nasze dzisiejsze zachowania wpływają na jutrzejszy świat?

Zwróćcie uwagę, że częste wybory przeobrażają się w nawyki. A do ich zmiany już od lat namawiają liczne blogi i platformy z modną metką #zerowaste, pokazując, jak w prosty sposób niczego nie marnować. Bo na marnowanie nie możemy sobie już pozwolić – z bardzo różnych względów.

Przytaczając słynny już przykład słomki wielorazowej jako zastępczyni nieskończenie wielu słomek jednorazowych (jeśli już naprawdę musicie z niej skorzystać – bo na pewno nie potrzebujecie jej do caipirinhi, gdzie słomka potrafi się nawet sklonować…) – ratujecie setki tysięcy zwierząt oceanicznych i ptaków rocznie, eliminując jednorazowe rurki ze swoich zamówień i przyjęć. Te plastikowe rurki nie są może główną przyczyną katastrofy, ale figurują na szczycie listy niepotrzebnych produktów z tworzyw sztucznych. Plastikowa słomka przeżyje każdego z nas o kilkaset lat, a średnio używamy jej przez 20 minut, po czym wyrzucamy (niekoniecznie do śmieci). Podczas rozkładu będzie rozpadać się na mniejsze cząstki, czyli zacznie proces tzw. BIOAKUMULACJI, co ułatwi małym organizmom skonsumowanie jej, a ona przedostanie się dalej w postaci mikro-plastiku do łańcucha pokarmowego Ziemi.

fot. Julia Mafalda TOXINS

W Polsce każdego dnia zużywa się 3 miliony takich słomek – w skali roku jest to 1,2 miliarda. W USA ilości te sięgają nawet 500 milionów słomek dziennie, czyli ponoć 120 autobusów wypełnionych plastikiem, który każdego dnia trafia do oceanu (słyszeliście już pewnie o Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci, która jest pięć razy większa od Polski). Niektóre śmieci z USA pokonują tysiące kilometrów pod wodą i na jej powierzchni, by dotrzeć do wybrzeży Afryki i Europy.

Sama mierzyłam się w zeszłym roku z oczyszczaniem plaż w Portugalii, gdzie śmieci na plaży jest stosunkowo mało w porównaniu z najbardziej zanieczyszczonymi plażami świata – jednak wciąż ilości te mrożą krew w żyłach, nie mówiąc o mikro-plastiku, którego zaczyna być więcej niż piasku. Codziennie na takiej portugalskiej plaży mamy szansę potknąć się o martwe zwierzęta – ptaki, żółwie, delfiny… W mediach słyszymy jedynie o spektakularnych przypadkach, jak słynny martwy kaszalot, którego morze wyrzuciło na brzeg południowo-wschodniej Hiszpanii. Naukowcy wykonujący autopsję odkryli, że zwierzę miało w żołądku prawie 30 kg śmieci, głównie plastiku. 

Może właśnie pomyśleliście sobie „ale ta słomka już tu jest, więc trzeba ją wykorzystać. Zaraz i tak zostanie wprowadzony zakaz jednorazowych plastików w UE”. Zakładając nawet, że taka jednorazowa rurka trafia do recyklingu (o co trudno dbać np. w knajpach, gdzie zazwyczaj obowiązują jedynie odpady zmieszane), pomyślcie sobie tak: „Prosząc o napój BEZ SŁOMKI, ratuję życie innych istot przede wszystkim dzięki temu, że kolejna transza słomek nie zostanie zamówiona, a w konsekwencji także wyprodukowana”. Bo to popyt napędza podaż. I to samo pomyślcie o plastikowych siatkach, kubeczkach, mieszadełkach, opakowaniach na wynos (również styropianowych – czyli okropnej trucizny dla ludzi), a także – o papierosach.

Nikotynowe pety, prawie tak słynne jak butelki PET, to prawdziwi zabójcy zwierząt. Niedopałki papierosów są tak naprawdę najczęściej znajdowanym śmieciem na plażach. Filtry i resztki wypalonego tytoniu są toksyczne dla zwierząt morskich (czyli również ryb, które stanowią pokarm wielu ludzi na świecie) oraz dzieci i psów, z którymi spacerujemy po plażach. Poza tym plantacje tytoniu niszczą środowisko (wycinanka lasów, pestycydy), a obraz ten dopełnia testowanie wyrobów tytoniowych na psach (rasy beagle, bo te są najbardziej wrażliwe fizycznie). Nie komentuję już nawet wpływu palenia papierosów na nasze zdrowie i ilości CO2 w atmosferze… W tej chwilowej, iluzorycznej przyjemności dopatruję się, jak zawsze, nieposkromionego ego człowieka i słabości jego charakteru – zarówno producenta, jak i konsumenta.

Hartujmy więc częściej nasze serca i dusze, pamiętając o odpowiedzialności za życie na naszej planecie.

fot. Julia Mafalda

Wracając do plastiku – wiecie na pewno, z czego się plastik wytwarza. Otóż to, z ropy naftowej. Czyli – według organicznej teorii genezy ropy – ze szczątków zwierząt  i roślin – ale przetworzonych syntetycznie, więc nie ma to nic wspólnego z cyklem biologicznym. A skąd się tę ropę wydobywa? Z głębin Ziemi. Podobno już od średniowiecza. Współcześnie poszukuje się jej na każdym terenie ze względu na bardzo szybkie wyczerpywanie się złóż dotychczas eksploatowanych. Mimo że jest to niezwykle toksyczna substancja, ropy używa się do wytwarzania, m.in. butelek na wodę i napoje, syntetycznych tkanin, takich jak poliester, czy opakowań na żywność. Co więcej, przynajmniej raz w roku słyszymy o przypadkach skażenia środowiska jeszcze na etapie wydobycia ropy naftowej. Do takich wypadków dochodzi w dwóch sytuacjach: podczas poszukiwań i eksploatacji oraz w czasie transportu. O ile erupcje związane z anormalnie wysokim ciśnieniem złożowym lub awariami głowic przeciw erupcyjnych są rzadkie i szybko opanowywane, to prawdziwą plagą dla środowiska są awarie powstałe w czasie transportu – głównie katastrofy tankowców. Wycieki ropy są tragiczne w skutkach: ropa natychmiast rozprzestrzenia się po powierzchni oceanu, tworząc grubą warstwę, która zanieczyszcza zarówno wodę, jak i wybrzeże, nieprzepuszczając potrzebnego organizmom tlenu i promieniowania słonecznego. Najlżejsze składniki ropy parują, a najcięższe mieszają się z wodą morską i powoli opadają na dno. Lepka ropa skleja pióra ptaków morskich oraz skrzela ryb i innych zwierząt wodnych, uniemożliwiając im poruszanie się, oddychanie i odżywianie. Na koniec bakterie stopniowo usuwając ropę, zużywają do tego celu cały tlen rozpuszczony w wodzie.

Zużywanie surowców, transportowanie i przekształcanie ich w produkty, a na końcu wyrzucanie ich od razu po użyciu jest o tyle absurdalne, że jesteśmy najbardziej rozwiniętym gatunkiem, który był w stanie wyruszyć na Marsa, a jednak nie potrafi rozsądnie zarządzać tym, co dostał w opiekę na Ziemi. Od 200 lat wiadomo, że źródeł energii zabraknie. Dramatyczne skutki jej pozyskiwania z kopalin są widoczne nie od dziś.

Pozostawiam Was i siebie z wieloma pytaniami. Jednak wiem, że budzi się wielkie, wrażliwe serce, które pomoże nam uratować świat.

fot. Julia Mafalda TOXINS